Aleja Wolności 26 | 84-300 Lębork | +48 59 307 07 01

Faq

FAQ

Zadośćuczynienie za krzywdę przysługuje osobom, które odniosły obrażenia ciała na skutek zdarzenia drogowego lub osobom, których najbliższy członek rodziny poniósł śmierć w konsekwencji takiego wypadku.

Każdy zarejestrowany samochód zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa musi posiadać obowiązkowe ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej pojazdów mechanicznych. Gdy na skutek działania lub zaniechania kierowcy takiego pojazdu dochodzi do wypadku, za szkody z niego wynikłe odpowiada towarzystwo ubezpieczeń, w którym zawarto polisę OC. Zdarzają się jednak sytuacje, w których właściciele pojazdów nie dopełniają ciążącego na nich obowiązku. Tym samym za wypłatę zadośćuczynienia za krzywdę powstałą w związku z wypadkiem komunikacyjnym, którego sprawcą był nieubezpieczony pojazd, odpowiedzialność ponosi Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny.

Naprawienie szkody będącej konsekwencją spowodowanego uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia obejmować powinno wszelkie koszty będące skutkiem naruszenia wskazanych wyżej dóbr osobistych. Wchodzić tu w grę będą przede wszystkim koszty leczenia, ale także koszty związane z koniecznością przygotowania poszkodowanego do zmiany zawodu, jeśli skutkiem naruszenia wskazanych wyżej dóbr osobistych jest inwalidztwo poszkodowanego.

Jeśli chodzi o koszty leczenia, to powinny być uwzględniane wszelkie koszty, które biorąc pod uwagę aktualny stan wiedzy medycznej, dają realne szanse na poprawę stanu zdrowia poszkodowanego, a nie tylko koszty uwzględniane np. w ramach powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego. Powszechnie akceptowany jest pogląd, że do wskazanych kosztów należy zaliczyć nie tylko koszty leczenia w ścisłym tego słowa znaczeniu, lecz także wydatki związane z odwiedzinami chorego w szpitalu przez osoby bliskie. Odwiedziny te są niezbędne zarówno dla poprawy samopoczucia chorego i przyspieszenia w ten sposób leczenia, jak i dla kontaktu rodziny z lekarzami w celu uzyskania wskazówek i informacji o zdrowiu chorego i jego potrzebach. Odnosi się to zwłaszcza do przypadków, gdy poszkodowanym jest dziecko i gdy chodzi o wizyty jego rodziców.

W celu dochodzenia zwrotu kosztów leczenia należy przedłożyć towarzystwu ubezpieczeń oryginały faktur i paragonów wskazujących na poniesione przez osobę poszkodowaną koszty.

Poszkodowany, który podczas leczenia powypadkowego poniósł koszty związane z dojazdami do placówek medycznych, może starać się o zwrot poniesionych kosztów jako konsekwencji wypadku objętego odpowiedzialnością cywilną danego towarzystwa ubezpieczeń. Wskazania wymaga fakt, że niezbędne dokumenty, które pozwolą ubiegać się o zwrot kosztów dojazdów do placówek medycznych, to:

1) zestawienie dojazdów od miejsca zamieszkania poszkodowanego do adresu danej placówki medycznej, data i rodzaj wizyty (np. konsultacja neurologiczna),

2) liczba kilometrów w dwie strony,

3) kopia dowodu rejestracyjnego pojazdu,

4) oświadczenie osoby dowożącej do placówki medycznej na leczenie. Kluczowe są również dane dotyczące średniego spalania i ceny paliwa.

Koszty dojazdów oblicza się w następujący sposób:

(łączna liczba kilometrów/100 kilometrów) x średnie spalanie paliwa x cena za 1 litr paliwa.

Jeżeli w wyniku doznanego uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia poszkodowanemu potrzebna jest opieka (stała lub tymczasowa, np. w czasie, gdy nie był w stanie samodzielnie funkcjonować), odszkodowanie obejmuje także koszty tej opieki. Nie jest konieczne, aby poszkodowany rzeczywiście opłacił koszty takiej opieki, stanowią one element należnego poszkodowanemu odszkodowania nawet wtedy, jeśli opieka sprawowana była przez członków rodziny poszkodowanego nieodpłatnie.

Szkodą jest już bowiem konieczność zapewnienia opieki, natomiast zapewnienie sobie przez poszkodowanego taniej lub nawet nieodpłatnej opieki nie zmniejsza szkody. Fakt, że poszkodowany nie pokrywa bezpośrednio kosztów opieki sprawowanej przez rodzinę, nie oznacza, że jest to opieka bezpłatna – jej sprawowanie uniemożliwia członkom rodziny poszkodowanego podjęcie pracy zarobkowej, co zmniejsza dochód gospodarstwa domowego.

Konsekwencją oddziaływania czynnika szkodzącego może być zwiększenie się potrzeb poszkodowanego (np. koszty rehabilitacji, leków, opieki lekarskiej lub pielęgniarskiej, specjalnej diety). Powstanie konieczności ponoszenia dodatkowych wydatków powoduje, że sytuacja majątkowa poszkodowanego ulega pogorszeniu, nawet jeśli poszkodowany może kontynuować dotychczasową pracę zarobkową. Ponieważ celem przyznania renty jest osiągnięcie stanu, jaki istniałby, gdyby zdarzenie szkodzące nie miało miejsca, powinna ona pokrywać koszty zwiększonych potrzeb poszkodowanego.

Naprawienie szkody obejmuje – w granicach normalnego związku przyczynowego – straty, które poszkodowany poniósł, oraz korzyści, które mógłby osiągnąć, gdyby mu szkody nie wyrządzono. Uszczerbek majątkowy może więc mieć dwojaki charakter. Może mieć postać straty rzeczywistej (damnum emergens) powodującej zmniejszenie majątku poszkodowanego oraz postać utraconych korzyści (lucrum cessans), co oznacza, iż wskutek danego zdarzenia poszkodowany nie powiększył swojego majątku, a czego z dużym prawdopodobieństwem mógł się spodziewać.

W celu uzyskania zwrotu utraconego dochodu należy przedstawić dokumentację zgodnie wykazującą tę stratę. Najczęściej będzie to zaświadczenie z zakładu pracy o uzyskanym wynagrodzeniu w okresie, kiedy poszkodowany uczęszczał do pracy, oraz zaświadczenie potwierdzające dochód, jaki otrzymał w trakcie przebywania na zwolnieniu lekarskim.

Konsekwencją oddziaływania czynnika szkodzącego może być zwiększenie się potrzeb poszkodowanego (np. koszty rehabilitacji, leków, opieki lekarskiej lub pielęgniarskiej, specjalnej diety). Powstanie konieczności ponoszenia dodatkowych wydatków powoduje, że sytuacja majątkowa poszkodowanego ulega pogorszeniu, nawet jeśli poszkodowany może kontynuować dotychczasową pracę zarobkową. Ponieważ celem przyznania renty jest osiągnięcie stanu, jaki istniałby, gdyby zdarzenie szkodzące nie miało miejsca, powinna ona pokrywać koszty zwiększonych potrzeb poszkodowanego.

Roszczenie o zwrot kosztów leczenia i pogrzebu przysługuje każdemu, kto faktycznie je poniósł, bez względu na to, czy łączył go ze zmarłym stosunek bliskości oraz czy jest jego spadkobiercą.

W orzecznictwie wskazuje się, że koszty pogrzebu obejmują zwrot kosztów bezpośrednio z pogrzebem związanych (jak przewóz zwłok, nabycie trumny, zakup miejsca na cmentarzu i in.), jak również zwrot wydatków odpowiadających zwyczajom danego środowiska. Do tych wydatków zalicza się koszt postawienia nagrobka (w granicach kosztów przeciętnych, jeżeli nawet koszty rzeczywiste były znacznie wyższe, np. z uwagi na materiał lub wystrój nagrobku), wydatki na wieńce i kwiaty, koszty zakupu odzieży żałobnej i in. Należy do nich zaliczyć także wydatki na poczęstunek biorących udział w pogrzebie osób, przy uwzględnieniu okoliczności konkretnego przypadku, skoro jest to zwyczaj w zasadzie powszechnie przyjęty (zwłaszcza jeżeli jest w danym środowisku stosowany) i dotyczy przede wszystkim krewnych zmarłego (bliższych i dalszych członków rodziny), jak również innych osób bliżej z denatem związanych, np. najbliższych współpracowników itp. Koszt takiego poczęstunku utrzymany w rozsądnych, stosownie do okoliczności, granicach.

Renta nie jest świadczeniem odrębnym od odszkodowania, ale jego szczególną postacią. Jej cechą wyróżniającą jest periodyczny charakter (renta jest świadczeniem okresowym).

Periodyczny charakter renty wynika z jej funkcji – celem renty jest wynagrodzenie szkody o trwałym charakterze. Renta może być przyznana na czas określony lub nieokreślony, w zależności od tego, czy uszczerbek ma charakter trwały, czy okresowy. Co do zasady – renta zasądzana jest na czas nieoznaczony, nawet jeśli istnieje duże prawdopodobieństwo usunięcia uszczerbków. Zasądzenie renty na czas nieoznaczony nie jest związane z ryzykiem konieczności jej płatności po usunięciu negatywnych skutków zdarzenia szkodzącego po stronie dłużnika, ponieważ zawsze może on żądać zmniejszenia renty lub nawet stwierdzenia, że obowiązek jej zapłaty ustał. Sam fakt trwałego pogorszenia zdrowia nie jest wystarczający dla zasądzenia renty. Ponieważ renta jest postacią odszkodowania, konieczne jest, aby pogorszenie stanu zdrowia poszkodowanego wiązało się z negatywnymi skutkami w jego sferze majątkowej.

Ustawodawca przewiduje trzy podstawy prawne przyznania renty:

1) całkowita lub częściowa utrata zdolności do pracy zarobkowej,

2) zwiększenie się potrzeb poszkodowanego,

3) zmniejszenie się widoków poszkodowanego na przyszłość.

Dla żądania przyznania renty wystarczające jest wystąpienie choć jednej ze wskazanych przesłanek. Wystąpienie więcej niż jednej przesłanki wpływać będzie na wysokość renty.

Bardzo istotną rzeczą w odszkodowaniach, często nawet najistotniejszą, jest sprawa o ustalenie sprawcy – tak zwana sprawa karna.

Jak to wygląda?

W momencie, kiedy wydarzy się wypadek, wszczynana zostaje procedura karna – tak zwane postępowanie przygotowawcze. Podstawowymi czynnościami w postępowaniu przygotowawczym zajmuje się najczęściej policjant z komendy, komisariatu, w obrębie którego wydarzył się ów wypadek. Całość nadzoruje przydzielony prokurator z prokuratury rejonowej. Policjant ma za zadanie między innymi przesłuchać osoby pokrzywdzone, podejrzanych i świadków oraz zebrać dowody.

W pierwszej fazie postępowania przygotowawczego jest również powoływany biegły z zakresu medycyny sądowej w celu zbadania, czy rozstrój zdrowia uczestników zdarzenia wydarzył się powyżej czy poniżej siedmiu dni. Siedem dni wyznacza to, czy sprawa zostanie zakwalifikowana jako wypadek (powyżej siedmiu dni), czy też kolizja (poniżej siedmiu dni). W międzyczasie powoływany jest również biegły w zakresie rekonstrukcji wypadków, którego opinia będzie bardzo ważna w sprawie (moim zdaniem najważniejsza).

Postępowanie przygotowawcze najczęściej trwa od dwóch do czterech lub pięciu miesięcy, chyba że sprawa okaże się bardzo skomplikowana i się wydłuży. Po zakończonym postępowaniu, w zależności od okoliczności ustalonych w postępowaniu przygotowawczym, stawiany jest akt oskarżenia przeciwko sprawcy.

W przypadku, gdy sprawca zginął w wypadku, następuje umorzenie postępowania w wyniku śmierci sprawcy.

W przypadku niedostatecznych dowodów w stosunku do uczestników postępowanie również jest umarzane.

Postępowania przygotowawcze prowadzą zwykle niedoświadczeni policjanci, którzy pracują na posterunkach czy komendach, gdzie wypadki zdarzają się bardzo rzadko, i często występują pomyłki, które mogą zaważyć na całym postępowaniu. W rozdziale tym chciałbym poruszyć bardzo delikatny temat, jakim są znajomości. To straszne, ale patrząc z perspektywy lat, widać, jak są wykorzystywane. Na początku mojej przygody z branżą odszkodowań kancelarie odszkodowawcze zwykle nie uczestniczyły w sprawach karnych (kancelarie też uczyły się, rozwijały i dostosowywały do potrzeb rynku) i… działa się magia.

Pamiętam bardzo wiele przypadków, gdzie okoliczności nie budziły najmniejszych wątpliwości, a sprawy były umarzane, co gorsza zdarzały się przypadki, że nagle sprawca stawał się poszkodowanym, a poszkodowany sprawcą. Normalnie szok, ale tak się działo. Pisanie zażaleń i skarg nic nie dawało. Ktoś mógł czuwać nad sprawą, żeby było „dobrze”, ale czy czuwał, tego się nigdy nie dowiem, bo niby skąd. Zawsze w takich przypadkach zastanawiałem się, dlaczego tak się stało właśnie w tej sprawie karnej, i w luźnych rozmowach z poszkodowanymi okazywało się na przykład, że: Jan Kowalski (dane zmyślone) był szwagrem najbogatszego biznesmena w okolicy, który trzęsie rzeczoną okolicą, Tomek Nowak (dane zmyślone) jest z rodziny policyjnej, Marka Formeli (dane zmyślone) siostra pracuje w sądzie, Tomek Sylat (dane zmyślone) ma wujka prokuratora itd. Wydaje mi się, że obecnie takich koincydencji jest trochę mniej, ale to też stanowi zasługę kancelarii odszkodowawczych, które przyłączają się do spraw karnych, nadzorują postępowania przygotowawcze, aby ważny dowód w sprawie jakimś cudem nagle nie umknął, nie zmieniły się nagle okoliczności itp., itd.

Podsumowując, w przypadkach spraw karnych, kiedy mam wiele niejasności, wina nie jest do końca sprawdzona, wiem, że potencjalny sprawca może mieć „układy”, trzeba wszystko nadzorować i być czujnym. Albowiem w przypadku postanowienia o umorzeniu mamy tylko siedem dni, żeby zaznajomić się z aktami sprawy i napisać sensowe zażalenie, a często jest już za późno, by pewne rzeczy poodkręcać.

Jeżeli mamy do czynienia z obrażeniami ciała, musi nas zbadać lekarz orzecznik, żeby wyliczyć procentowy uszczerbek na zdrowiu. Jeszcze 10 lat temu sytuacja najczęściej wyglądała w ten sposób, że towarzystwo ubezpieczeniowe zwracało się bezpośrednio do konkretnych lekarzy o przeprowadzenie komisji lekarskiej.

Lekarz badał, przyznawał procentowy uszczerbek i towarzystwo ubezpieczeniowe wypłacało odszkodowanie. Od kilku lat działają wyspecjalizowane firmy (powiedzmy), które przeprowadzają badania lekarskie na rzecz towarzystw ubezpieczeniowych. Mają one bazę lekarzy, z których korzystają, na terenie całej Polski. Ubezpieczalnie zdjęły tak z siebie odpowiedzialność za ustalanie procentowego uszczerbku na zdrowiu. Tak naprawdę jednak instytucje owe nie są niezależne, gdyż żyją ze zleceń firm ubezpieczeniowych. A zatem czy takie opinie medyczne są prawidłowe? Moim zdaniem – nie!

 Przykład:

Poszkodowany zgłasza się na komisję lekarską, tam przyjmuje go lekarz, powiedzmy: Jan Nowak.

Jan Nowak jest również biegłym sądowym i bada osoby poszkodowane w przypadku, gdy są prowadzone sprawy w sądzie. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że jest super: biegły przeprowadza badanie – będzie rzetelne. A tu nagle po badaniu przychodzi protokół, na którym jest podpisany zupełnie inny lekarz, który pracuje zdalnie (nie widząc poszkodowanego) na bazie ankiety przygotowanej przez biegłego, który badał poszkodowanego. Idźmy dalej, opinia medyczna, naszym zdaniem, jest błędna i namawiamy poszkodowanego, żeby złożył pozew. On się decyduje.

Trwa sprawa w sądzie, jest powołany biegły. Badanie przeprowadza ten sam biegły, który już badał poszkodowanego na komisji organizowanej przez firmę pośredniczącą z towarzystwem ubezpieczeń, ale w związku z tym, że nie było go w protokole, zostaje powołany przez sąd. W 99 procentach przypadków, a takich już przeżyłem setki, jak nie tysiące, komisja lekarska przeprowadzana przez biegłego w sądzie dała zdecydowanie wyższy procentowy uszczerbek na zdrowiu aniżeli komisja przeprowadzona przez firmę wynajętą przez towarzystwo ubezpieczeniowe. Występuje również taka prawidłowość, że nie jest to kilka procent, a często dwa razy więcej.

Jeden z przykładów z ostatnich dni:

Poszkodowana miała wielonarządowe obrażenia ciała, towarzystwo ubezpieczeniowe OC przyznało 48 procent, prywatne ubezpieczenie 53 procent uszczerbku na zdrowiu. Nasza klientka właśnie skończyła badania u biegłych, którzy łącznie orzekli 116 procent uszczerbku na zdrowiu. Ponad dwa razy więcej. Dla osoby, która doznała tak poważnych obrażeń ciała i która będzie musiała się leczyć i rehabilitować do końca życia, mieć czy nie mieć dodatkowo 100 tysięcy złotych zadośćuczynienia więcej ma bardzo duże znaczenie.

Podsumowując, system orzekania dla osób poszkodowanych nie jest sprawiedliwy, komisje lekarskie przeprowadzają firmy, które mają podpisane umowy z towarzystwami ubezpieczeniowymi, czyli de facto utrzymują te firmy. Poszkodowany nie ma prawa wybrać niezależnej firmy, która go rzetelnie przebada, dlatego dobrze, że są profesjonalni pełnomocnicy, którzy potrafią fachowo ocenić, czy komisja lekarska była przeprowadzona prawidłowo, czy też procentowy uszczerbek na zdrowiu został zaniżony.

Wraz ze wzrostem świadomości społeczeństwa w ostatnich latach dało się odczuć i zauważyć, że towarzystwa ubezpieczeniowe zaczęły traktować urazy kręgosłupa szyjnego jako zło konieczne. Pamiętam początki mojej przygody z branżą odszkodowań 10 lat temu, kiedy to na porządku dziennym było, że osoby poszkodowane z urazem kręgosłupa szyjnego dostawały około 5 tysięcy złotych zadośćuczynienia.

Na przestrzeni ostatnich lat wypłaty tych odszkodowań systematycznie malały. Zapewne miało na to wpływ, że liczba roszczących rosła lawinowo, a ubezpieczyciele, nie chcąc generować wysokich kosztów własnych w postaci wypłat odszkodowań, zaczęli ograniczać wypłaty, a w ostatnich latach wręcz odmawiać wypłat. Część towarzystw ubezpieczeniowych wymyśliła legalny, bardzo wiarygodny sposób na niewypłacanie odszkodowań za szkody związane z urazem kręgosłupa szyjnego.

Procedura wygląda następująco:

Poszkodowany lub jego  pełnomocnik zgłasza roszczenia do towarzystwa ubezpieczeniowego. Ubezpieczyciel wysyła poszkodowanego na pełną diagnostykę i badania lekarskie przeprowadzone przez firmę, która ma podpisaną umowę na obsługę badań lekarskich. Badania zaczynają się od rezonansu magnetycznego, tam – najczęściej w związku z uszkodzeniem tkanek miękkich (99 procent) – nie widać urazu i obraz MRI jest czysty. Następnie poszkodowany udaje się z badaniem do ortopedy i neurologa. Lekarze orzecznicy zgodnie stwierdzają, że uszczerbek na zdrowiu wynosi zero procent, a towarzystwo ubezpieczeniowe ma jak najbardziej zasadną podstawę, żeby wydać decyzję odmowną i nie wypłacić odszkodowania. W wielu przypadkach nie ma dla towarzystwa ubezpieczeniowego znaczenia, czy dana osoba leczyła się dwa tygodnie czy osiem miesięcy. Po prostu odmawiają i tyle. Mają podkładkę od wynajętego przez siebie lekarza i jedyna słuszna droga w takim przypadku – jeżeli leczenie trwało ponad trzy miesiące – to walka w sądzie (95 procent skuteczności) i uzyskanie należnych świadczeń.

Myślę, że poprzednie rozdziały rozwiązały wiele kwestii dotyczących tego, czy pójść do sądu, czy też nie, ale w tym rozdziale podsumuję wszystkie aspekty spraw sądowych. Na początku skupię się na tym, kiedy i w jakich przypadkach nie warto się sądzić, gdyż jest to bardzo istotne i zależy od nastawienia osoby poszkodowanej. Opowiem teraz o mojej, jak dotąd, jedynej przegranej sprawie w sądzie. Pewna osoba w wieku około 60 lat straciła matkę w wypadku (matka miała około 85 lat), towarzystwo ubezpieczeniowe wypłaciło w drodze decyzji 6 tysięcy złotych zadośćuczynienia (roszczenia były z art. 448 k.c.). Była to kwota szokująco niska (w wypadku nie było zastosowanego przyczynienia). Negocjacje z ubezpieczycielem szły bardzo opornie, stanęło na 12 tysiącach złotych w drodze ugody. Kwota absolutnie nie do przyjęcia. Jakby to było dorosłe rodzeństwo, to ewentualnie można by rozważyć propozycję ugody, ale dla córki za matkę… Myślałem wtedy: nigdy w życiu. Pani Danuta też uważała, że kwota jest niska, ale do sądu nie chciała iść. Kwota była tak rażąco zaniżona, że bardzo namawialiśmy, żeby jednak skierować sprawę do sądu. Pani Danuta zgodziła się po dwóch miesiącach. Odbyło się spotkanie, adwokat poinformował, jakie będą procedury, że zostanie powołana komisja lekarska z zakresu psychiatrii, że będzie musiała podać dwóch świadków, którzy potwierdzą relację z matką. Wszystko było w porządku. Pozew został złożony, przed pierwszą rozprawą odbyło się spotkanie, aby porozmawiać o strategii prowadzenia sprawy, adwokat opowiedział, jak to będzie wyglądało, o co będzie pytał itd. Wydawać by się mogło: pewna sprawa, walczymy o jak najwyższą kwotę zadośćuczynienia. Po kilku dniach od spotkania rozpoczyna się sprawa w sądzie, pani Danuta nie zgłasza przed rozprawą, że coś jej się nie podoba.. W takcie rozprawy sędzia informuje moją klientkę, że będzie rozmowa z psychologiem, na to pani Danuta wstaje i mówi, że ona ma już swoje lata i żaden psychiatra nie będzie jej badał, dodatkowo odmawia zeznań w stosunku do brata. Po sędzi było widać, że jest zła wskutek takiego obrotu sprawy. Przecież my jako kancelaria byliśmy tylko pełnomocnikiem powódki… Tymczasem klientka postąpiła w sądzie bardzo nieroztropnie i w czasie rozprawy nic nie dało się zrobić. Po rozprawie adwokat zapytał, dlaczego tak postąpiła, powiedziała, że ona jednak się rozmyśliła i nie chciała się starać o odszkodowanie. Finalnie sprawa zakończyła się oddaleniem powództwa, pani Danuta nie dość, że nie dostała 6 tysięcy złotych, które mogła dostać, to jeszcze musiała pokryć koszty w wysokości prawie 3 tysięcy złotych. Rodzeństwu klientki przyznano w tej samej sprawie po 15 tysięcy złotych dopłaty, nawet wnuczka, która polubownie nic by nie dostała, w sądzie otrzymała 6 tysięcy złotych. Wniosek z tej historii jest taki, że zawsze trzeba uszanować wolę klienta. Jeżeli ktoś nie chce się sądzić, nie można na siłę namawiać do sprawy sądowej. Jeżeli ktoś jest mocno niezdecydowany, nie chce wracać do wspomnień, opowiadać o tym, nie życzy sobie być badanym przez psychologa czy psychiatrę, nie chce odpowiadać na pytania sędziego oraz adwokata strony przeciwnej, powinniśmy wspólnie odpuścić. Dzięki tej sytuacji utwierdziłem się w przekonaniu, że są wartości wyższe niż pieniądze. Moim głównym motywem i celem pracy w odszkodowaniach nie jest otrzymywane wynagrodzenie, tylko niesienie pomocy ludziom. Część osób woli spokój psychiczny, bezpieczeństwo i godzi się na to, co wynegocjowała kancelaria (bardzo często są to kwoty bardzo zbliżone do tych, jakie pojawiają się w orzecznictwie na danym terenie), preferując to od walki w sądzie i wyższego odszkodowania. Jeśli chodzi o sprawy sądowe, ważnym aspektem  jest również czysta i klarowna sytuacja z przeszłości. Dotyczy to głównie kwestii utraty bliskiej osoby. Za przykład niech posłuży sytuacja bardzo fajnej rodziny, która – pomimo wielu przeciwności losu – dawała radę w życiu, a dzieci zmarłego wyrosły na bardzo wartościowe osoby.

W 1999 roku zginął mężczyzna, który miał piątkę dzieci. Trafiłem do tych dzieci w 2012 roku. Ich ojciec zginął w wyniku potrącenia przez samochód, sprawczyni zbiegła z miejsca wypadku, po czasie została odnaleziona. Początkowo udało jej się unikać kary więzienia, ale z czasem zaliczyła półtoraroczną odsiadkę. Dzieci nie otrzymały żadnego odszkodowania, mężczyzna był osobą niepracującą, po rozwodzie. W trakcie pierwszych rozmów z osobami roszczącymi prym wiodła matka roszczących (były cztery córki i jeden syn), opowiadała, że jej były mąż popijał, nie był robotny, ale do dzieci przychodził i starał się, jak mógł. Bardzo podziwiałem tę kobietę. Samotna z piątką dzieci, bez wsparcia ze strony własnej rodziny, a mimo to wychowała dzieci na fajne osoby. Podpisaliśmy dokumenty i zaczęliśmy proces odszkodowawczy.

W tamtym czasie orzecznictwo, jeśli chodzi o art. 448, nie było ugruntowane i początkowo towarzystwo ubezpieczeń odmówiło wypłaty odszkodowania. Zaraz potem zgłosiliśmy roszczenia w sądzie. Na pierwszej rozprawie wysłuchano osób roszczących oraz matki dzieci. Wykonała na pierwszej rozprawie fenomenalną robotę (a raczej tak się wydawało). Po rozprawie rozmawiałem z panią mecenas, była zachwycona. Matka opowiadała o relacji dzieci z ojcem doskonale, podawała masę przykładów o zaangażowaniu ojca w opiekę nad dziećmi.Wszyscy byliśmy dobrej myśli. Na następnej rozprawie, na której miał zapaść wyrok, adwokat z towarzystwa ubezpieczeń wniósł, żeby do akt sprawy dołączyć dokumenty ze sprawy rozwodowej. Po otworzeniu akt z rozprawy rozwodowej łapaliśmy się za głowę, matka dzieci nie zostawiła na nim suchej nitki, okazało się, że ją bił, awanturował się, nie łożył na rodzinę, nie interesował się. Wszystko, co najgorsze. To była masakra. Pani adwokat była zszokowana, że takie fakty ujrzały światło dzienne, ale z miejsca przystąpiła do obrony dzieci i matki. Wygłosiła mowę końcową, podsumowawszy, że każda prawdziwa matka, która kocha własne dzieci, tak by postąpiła, aby jak najlepiej zabezpieczyć ich przyszłość. Wyrok miał być za miesiąc. Był to miesiąc bardzo dużej niepewności. W przypadku przegranej każde z dzieci musiałoby zapłacić po około 3 tysiące złotych kosztów strony przeciwnej. Byłby to bardzo mocny cios finansowy, gdyż dzieci były w wieku około dwudziestu kilku lat i nie były w posiadaniu takich środków. Nadszedł dzień publikacji wyroku, byłem bardzo niecierpliwy, zaraz zadzwoniłem do mecenas, żeby dowiedzieć się, jaki zapadł wyrok. Bardzo zżyłem się z tą rodziną (jak z większością moich klientów) i bardzo zależało mi na pozytywnym wyniku sprawy. Udało się, nie przegrali, fakt, dostali tylko 5 tysięcy złotych, ale to i tak był bardzo duży sukces, gdyż w procesie strona przeciwna udowodniła, że ojciec dzieci nie był nic wart. To był jeden z kluczowych momentów, w jakich widziałem zaangażowanie i walkę pani adwokat, która była tylko substytutem wynajętym na rozprawę, a jednak walczyła, jak gdyby byli to jej najważniejsi klienci. Kolejną bardzo ważną rzeczą w kontekście odszkodowania, a co za tym idzie sądzenia się z ubezpieczalnią, są wywiady przeprowadzane przez pracowników ubezpieczalni w trakcie postępowania likwidacyjnego. Tutaj na myśl przychodzi mi krótka historia mojego najbliższego współpracownika…

Otóż dorosłe dzieci starały się o odszkodowanie po rodzicu, który zginął w wypadku. Rodzeństwo miało ze sobą dość chłodne relacje. Arek uczulał ich, że będą wywiady i żeby skupiali się na sobie i swoich relacjach z matką, a nie relacjami między sobą. Nastąpił czas wywiadów, pracownik ubezpieczalni (są to bardzo często emerytowani policjanci, którzy mają doświadczenie w tym, jak podejść daną osobę, i potrafią ocenić, czy ktoś mówi prawdę, czy też bajeruje) zaczął rozmowę z jednym z rodzeństwa, pech chciał, że zaczął od tego, który mieszkał z matką. Syn opowiadał o wszystkim, a przedstawiciel ubezpieczyciela zaczął go umiejętnie „podbierać” i podpytywać o pozostałe rodzeństwo, ten zaś rozkręcił się i zaczął na nich skarżyć, że nie odwiedzali matki, że od razu chcieli część swojego spadku i żeby ich spłacił itd. Likwidator z towarzystwa jechał do kolejnych dzieci, oni opowiadali, jakie to mieli relacje z matką, że odwiedzali, że spędzali Święta itd. Ale w pewnym momencie pracownik ubezpieczalni zaczął sugerować i wrzucać w rozmowę fakty, które przedstawił brat, i w ramach obrony wszyscy zaczęli krytykować się nawzajem, wypominać sobie historie z przeszłości, kto był dobrym dzieckiem, a kto złym, kto co dla matki zrobił, a kto nie zrobił… Finał tej historii był taki, że rodzina skłóciła się na dobre, a dwójka dorosłych dzieci nie dostała odszkodowania, gdyż obciążyły ich zeznania rodzeństwa. W przypadku tych dwóch osób trudno by było iść do sądu, gdyż każdy z rodzeństwa podpisywał protokoły, w których żalił się i skarżył na innych (szok, ale taka jest prawda). Historia starania się o odszkodowanie zwaśniła rodzinę na dobre. Wnioski z tych historii płyną takie, że zawsze trzeba dążyć do tego, by ludzie byli z kancelarią w 100 procentach szczerzy. Musimy mieć do siebie pełne zaufanie, wiąże nas z klientem bardzo długa (czasami nawet kilkuletnia) relacja i musimy ze sobą jak najlepiej współpracować. Być może jak byśmy mieli tę wiedzę, którą mamy dzisiaj, zarówno do jednej, jak i do drugiej sytuacji by nie doszło. Dlatego dzisiaj bardzo ważna jest dla nas rozmowa, 10 lat doświadczenia w branży odszkodowań, tysiące postępowań likwidacyjnych zbudowały we mnie fundamenty do przeprowadzenia owych postępowań na najwyższym poziomie – ze szczególną starannością o każdy detal. Powyższe wątki mówią o sytuacjach, w których nie warto się sądzić, ale 99 procent przypadków, gdzie ubezpieczyciel znacznie zaniża odszkodowanie, nadaje się do sądu i trzeba walczyć o swoje. Dzięki temu, że kancelarie walczą w sądzie, zmienia się orzecznictwo, kwoty odszkodowań rosną, przykład art. 448 k.c. (zadośćuczynienie za stratę osoby bliskiej w latach 1997 – 2008). Gdyby nie kancelarie odszkodowawcze, dziesiątki tysięcy osób uprawnionych nie otrzymałoby zadośćuczynienia. Dla dzieci, które straciły matkę bądź ojca, kiedy były jeszcze małe, uzyskanie kilkudziesięciu tysięcy złotych odszkodowań po 15 – 20 latach jest jak dar z niebios. Widząc radość moich klientów, czuję spełnienie i przeświadczenie, że robi się coś wspaniałego dla tych ludzi, zwłaszcza że oni sami nie mieli świadomości, że o takie roszczenia można jeszcze wystąpić, zanim się przedawnią. Jeżeli profesjonalny pełnomocnik z doświadczeniem doradza, żeby skierować sprawę do sądu, a my nie mamy jakiegoś wielkiego stresu z tym związanego, nie jesteśmy nastawieni „anty”, nie występują sytuacje rodem z przytoczonych historii, to warto iść do sądu. Po pierwsze dlatego, żeby uzyskać wyższe odszkodowanie. Po drugie (dużo ważniejsze), żeby wiedzieć, że zrobiliśmy wszystko w tej sprawie i w przyszłości nie będziemy sobie wypominać i rozmyślać, że jakbym poszedł do sądu, co by to nie było… Mam kilku klientów, których spotkałem po latach.

Rozmawialiśmy luźno o życiu, wracaliśmy do postępowania sądowego i – szczerze mówiąc – zdania są podzielone. Część osób mówi, że trochę żałuje, że nie poszli do sądu, może by dostali trochę więcej odszkodowania, natomiast druga część – ludzie, którzy byli w sądzie (często chcieli się sądzić za wszelką cenę) i dostali 5 tysięcy czy 10 tysięcy złotych więcej niż w przypadku zakończenia sprawy polubownie — powiedziała, że za te pieniądze nie było warto przez to wszystko przechodzić. Wybór zawsze należy do powoda (osoby starającej się o odszkodowanie). Moim zdaniem warto się sądzić, ale po latach doświadczeń w 100 procentach rozumiem osoby, które nie chcą przechodzić przez walkę o odszkodowanie podczas procesu, i szanuję ich decyzję.

Wiele osób w przypadku, kiedy dochodzi do tragicznego zdarzenia, w którym bierze udział rodzina, czy też przyjaciele lub partnerzy i jedna z tych osób jest sprawcą, w pierwszej kolejności myśli o tym, żeby nie poniosła ona żadnych konsekwencji. Dzieje się tak bardzo często. Najczęściej był to ułamek sekundy, chwila nieuwagi i stała się tragedia, bliscy tej osoby, widząc, że ona i tak najczęściej cierpi, obwiniając się za spowodowanie wypadku, nie chcą pogrążać jej jeszcze bardziej. Jest to zrozumiałe i też, będąc w takiej sytuacji, myślałbym podobnie. Dlatego warto przeczytać, jakie są sankcje z tego tytułu i co warto na ten temat wiedzieć. Niewiedza oraz zawziętość często doprowadzają do konfliktu w rodzinie i jak dotąd mam jeden taki nierozwiązany przypadek. Historia moich klientów pokazuje, jak głębokie potrafią być podziały w rodzinie.

W 2002 roku zginął młody mężczyzna – kawaler, który mieszkał z mamą, siostrą, siostrzeńcem i bratem. Wypadek spowodował brat zmarłego – jechali razem do pracy. Matka zaraz po wypadku otrzymała niewielkie odszkodowanie oraz zwrot kosztów pogrzebu. W 2013 roku dotarłem do rodziny i po rozmowie oraz analizie sprawy podpisaliśmy dokumenty i zaczęliśmy starania o odszkodowanie dla rodzeństwa, siostrzeńca i matki zmarłego. Wszystko było w porządku. Zgłosiliśmy roszczenia odszkodowawcze i czekaliśmy na decyzję towarzystwa ubezpieczeń. Nagle zadzwonił telefon. Była to siostra zmarłego, która nadal mieszkała z matką. Oznajmiła, że oni rezygnują, że nie chcą żadnego odszkodowania. Zapytałem, dlaczego, w odpowiedzi odparła, że żona brata, który spowodował wypadek, robi aferę w rodzinie, że chcą z nich wyciągnąć ostatnie pieniądze, że ich nie szanują i takie tam. Towarzystwo ubezpieczeniowe wysłało list z informacją, kto się będzie starał o odszkodowanie. Bratowa nie zrozumiała intencji listu i wytłumaczyła sobie, że będzie to z nich ściągane. Poprosiłem o numer telefonu i zadzwoniłem do małżonki brata, przedstawiłem się i zacząłem mówić, w czym rzecz i że chcę się spotkać. A tu słyszę jad ze słuchawki, że ona wszystko wie, że była u prawnika, że to jest oszustwo, że chcą ich zniszczyć itd. Byłem w ciężkim szoku, jak można tak postępować, ile trzeba mieć w sobie zła, nawet nie dała się przekonać do spotkania, to była jakaś masakra. Wiele tygodni trwało przekonywanie rodziny, żeby nie rezygnowali. Dostali pisemne gwarancje, że odszkodowanie, które otrzymają, w żaden sposób nie obciąży sprawcy. Udało się, nie zrezygnowali. Dostaliśmy z towarzystwa ubezpieczeniowego decyzję odmowną co do wypłaty świadczeń. Był to rok 2013, w tamtym czasie nie wszystkie towarzystwa ubezpieczeniowe wypłacały odszkodowania na drodze polubownej i właśnie na takie towarzystwo trafiliśmy. Po rozmowach z rodziną zdecydowaliśmy, że idziemy do sądu. Sprawa była dość oczywista, więzi bliskie, bardzo dobrze udokumentowane, można powiedzieć: pozostawała kwestia kwoty, którą wywalczymy. Oczywiście żona sprawcy nie odzywała się do reszty rodziny. Rodzina chciała zabezpieczyć brata, który spowodował wypadek, i umówiliśmy spotkanie z notariuszem, aby wszyscy zgodnie potwierdzili, że w przypadku gdyby miał on ponieść jakiekolwiek konsekwencje finansowe, rezygnują z ubiegania się o odszkodowanie. Złożyliśmy pozew do sądu, a jako że rodzina była skromna i nie miała środków na wpis sądowy, złożyliśmy też wniosek o zwolnienie z kosztów, który niestety został rozpatrzony negatywnie.

Chcieliśmy udzielić pożyczki na wartość wpisu, ale rodzina nie chciała, postanowili, że tylko siostrzeniec będzie powodem, bo zmarły zastępował mu ojca i mieli zażyłe kontakty. Minęło półtora roku procesu. Wygraliśmy sprawę, sąd zasądził odszkodowanie. W międzyczasie zmieniło się postrzeganie zgłoszeń z art. 448 i towarzystwo ubezpieczeniowe, w którym była zawarta umowa ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej, zaczęła wypłacać odszkodowania bez konieczności kierowania spraw na drogę sądową. Spotkaliśmy się ponownie z rodziną, żeby wrócić do sprawy i załatwić odszkodowanie na drodze polubownej. Okazało się, że żona brata na każdym kroku wypomina rodzinie, że podjęli starania o odszkodowanie. Oczywiście brat nie poniósł żadnych konsekwencji finansowych, ale atmosfera w rodzinie była fatalna. Po dwóch latach od ostatniej rozmowy postanowiłem do nich pojechać, by sprawdzić, czy sytuacja się zmieniła. Po przyjeździe okazało się, że sprzedali mieszkanie i niedaleko się wybudowali. Podjechałem pod dom, pani Czesia zaprosiła mnie na kawę i tak sobie rozmawialiśmy. Dom był w budowie, a oni już tam mieszkali, bo sprzedali mieszkanie. Na podłodze był beton i nie było wielu innych rzeczy, takich jak ocieplenie, płot itp. Jednym słowem: budowa. Pani Czesia opowiedziała, że pieniądze im się skończyły i nie mają już na wykończenie. Ja zaś wróciłem do sprawy i oznajmiłem, że należy odebrać świadczenie z ubezpieczenia. „Przecież syn na pewno życzyłby sobie, żeby pani odebrała te pieniądze i, powiedzmy, wykończyła dom”. Pani Czesia była tym zainteresowana, ale powiedziała, że jak córka wróci z pracy, to z nią porozmawia. Umówiliśmy się na spotkanie za kilka dni. Przyjechałem i rozmawiałem z panią Anetą – pomimo moich wysiłków postanowili nie zaogniać sytuacji w rodzinie i odpuścili kilkadziesiąt tysięcy złotych, które mogliby wykorzystać na wykończenie domu. Bardzo mi było żal tej rodziny, mówil  otwarcie, że by się im te pieniądze przydały, choćby na wykończenie domu, ale nieznajomość przepisów, brak chęci spotkania i zawiść żony sprawcy spowodowały, że odpuścili. Poniżej opiszę sytuacje, w których to sprawca wypadku ponosi odpowiedzialność finansową – zarówno za szkodę na pojeździe, jak i roszczenia wynikające ze szkody osobowej. Podstawą jest trzeźwość kierowcy, to znaczy w momencie kiedy kierowca jest trzeźwy oraz nie zażywał narkotyków i środków odurzających, nie ma co się martwić. W przypadku, gdyby jednak zdarzyło się, iż był pod wpływem alkoholu lub narkotyków, poniesie konsekwencje finansowe. Schemat w takim przypadku wygląda następująco: Poszkodowani zgłaszają się z roszczeniami do towarzystwa ubezpieczeń, w którym ubezpieczono pojazd. Towarzystwo ubezpieczeniowe wypłaca wszelkie należne świadczenia zarówno za szkodę rzeczową, jak i osobową, następnie sprawca zobowiązany jest zwrócić wypłacone poszkodowanym środki. Sprawca wypadku, który był pod wpływem alkoholu, ma w dzisiejszych czasach bardzo małe szanse na to, żeby uniknąć więzienia, gdyż sądy coraz to ostrzej patrzą na pijanych kierowców. Jeżeli sprawca wypadku zginie w wypadku, rodzina sprawcy nie dziedziczy długów, to znaczy może przyjąć spadek, a odszkodowania, które zostaną wypłacone poszkodowanym, nie wchodzą do masy spadkowej i nie obciążają rodziny sprawcy. Jest to bardzo ważna informacja, bo zdarzyły się przypadki, że rodziny, w których zaistniała taka sytuacja, potrafiły wstrzymywać się z podjęciem decyzji przez wiele miesięcy ze względu na strach przed dziedziczeniem roszczeń osób poszkodowanych. Kolejną ważną kwestią jest posiadanie polisy odpowiedzialności cywilnej (OC). Każdy użytkownik pojazdu powinien posiadać polisę, w dzisiejszych czasach bardzo rzadko zdarza się, że auto nie posiada OC, bo system w Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym jest już bardzo szczelny, a za brak OC grożą surowe kary, które fundusz ubezpieczeniowy bezwzględnie egzekwuje. Ważne są uprawnienia do prowadzenia pojazdu. Jeżeli sprawca posiada prawo jazdy na dany pojazd, może czuć się bezpiecznie. Podsumowując, jeżeli sprawca był trzeźwy, posiadał polisę OC samochodu, który prowadził, i miał ważne prawo jazdy, nie musi się martwić konsekwencjami finansowymi. Na pewno musi liczyć się z wyrokiem w zawieszeniu, w ciężkich wypadkach z zabraniem prawa jazdy na okres kilku lat, a z kolei w tych lżejszych może ewentualnie oczekiwać warunkowego umorzenia postępowania na okres próby, jeżeli zachodzą przesłanki, że w przyszłości prawdopodobnie drugiego takiego wypadku nie spowoduje.

Podstawowe pytania

Zadośćuczynienie jest instytucją prawa polskiego, której zadaniem jest naprawienie szkody niemajątkowej. Podstawą roszczenia o zadośćuczynienie jest krzywda.

Zadośćuczynienie pieniężne wywodzi się przede wszystkim z Kodeksu cywilnego, a jego dochodzenia można domagać się w przypadku krzywdy doznanej na skutek: odniesionych obrażeń ciała, śmierci osoby bliskiej oraz naruszenia dobra osobistego.

W tym miejscu wskazania wymaga fakt, iż zaspokojeniu szkód majątkowych służy instytucja odszkodowania.

Wydawać by się mogło, że skoro płacimy składki na ubezpieczenie, to w momencie gdy coś nam się stanie, ubezpieczyciel wypłaca należne nam odszkodowanie. O ile w przypadku ubezpieczeń grupowych tak to się mniej więcej odbywa, bo np. osoba poszkodowana, która złamała rękę, po zakończonym leczeniu przekazuje dokumenty z leczenia powypadkowego, po czym jest organizowana zaoczna lub naoczna komisja lekarska i lekarz orzecznik przyznaje procentowy uszczerbek na zdrowiu, a osoba poszkodowana otrzymuje odszkodowanie zgodnie z ogólnymi warunkami ubezpieczyciela, w których zazwyczaj jest zawarte, że za jeden procent należy się taka a taka kwota. Choć i w takich, niby oczywistych, przypadkach zdarza się, że zadzwoni sympatyczna pani z towarzystwa ubezpieczeniowego i od razu zaproponuje (bez powoływania komisji lekarskiej) konkretną kwotę, licząc, że osoba poszkodowana się zgodzi i dzięki temu ubezpieczyciel oszczędzi środki pieniężne. Nigdy nie należy się zgadzać na takie rozwiązanie, gdyż towarzystwo ubezpieczeniowe najczęściej chce wypłacić niższą kwotą niż przysługująca po komisji lekarskiej. Sytuacja zupełnie zmienia się w chwili, kiedy mamy do czynienia z ubezpieczeniem odpowiedzialności cywilnej, tak zwanym OC.

W ustawie o ubezpieczeniach obowiązkowych brak szczegółowych informacji, kto powinien dostać odszkodowanie i ile miałoby ono wynosić. Ciężar udowodnienia spoczywa na roszczącym, czyli poszkodowanym, a wiadomo, że gdy osoba po wypadku doznaje ciężkich obrażeń ciała lub członek rodziny traci w wyniku wypadku osobę bliską, nie jest w stanie od razu zgłębiać wiedzy na temat, jak ma dokumentować koszty związane z leczeniem, jak kompletować dokumentację medyczną, w jaki sposób przyspieszać badania lekarskie (wiadomo, że im szybsza diagnostyka, tym trafniejsze i szybsze leczenie — na rezonans magnetyczny lub tomograf komputerowy w ramach kasy chorych trzeba czekać od sześciu miesięcy do nawet roku, nie mówimy tu o sytuacjach, gdy ktoś ma znajomego, który wciśnie go szybciej), jak przyspieszyć leczenie (np. u kilku specjalistów), jak szybciej, a zarazem skuteczniej przeprowadzić rehabilitację.

Profesjonalne firmy zajmujące się na co dzień odszkodowaniami to wszystko wiedzą i są w stanie przeprowadzić osobę poszkodowaną nie tylko przez proces uzyskania odszkodowania, ale również przez proces leczenia. Dlatego podejmując decyzję o wyborze pełnomocnika, warto zwrócić uwagę, czy owa kancelaria posiada zaplecze oraz wiedzę w zakresie pomocy dotyczącej powrotu do zdrowia osoby poszkodowanej.

Podsumowując, profesjonalny pełnomocnik to nie tylko ktoś, kto za nas zgłosi szkodę, to również osoba, która ma bogate doświadczenie w zakresie odszkodowań, to firma, która ma przeprowadzić poszkodowanych krok po kroku przez walkę z towarzystwem ubezpieczeniowym, począwszy od poprowadzenia/ pomocy w sprawie karnej. Rzetelnie oraz wyczerpująco zgłosi roszczenia odszkodowawcze, skutecznie się odwoła, a w przypadku gdy ubezpieczyciel zaniży odszkodowanie, profesjonalnie przygotuje pozew do sądu.

Aż 95% osób poszkodowanych w wypadkach decyduje się na profesjonalnego pełnomocnika do reprezentowania przed ubezpieczycielem w sprawie szkód osobowych. Zainteresowani muszą podjąć decyzję, którą kancelarię wybrać. W tym rozdziale skupimy się tylko na aspektach organizacyjno-prawnych. Przedstawię obraz, moim zdaniem, solidnego pełnomocnika, który może przeprowadzić nas przez walkę o odszkodowanie.

Pierwsza szalenie ważna kwestia to doświadczenie. Czy kancelaria posiada doświadczenie w likwidacji szkód i co ważne, czy doradca, który z nami rozmawia, posiada doświadczenie, jak długo pracuje w firmie, czy jest specjalistą zajmującym się tym zawodowo, czy też może współpracuje z daną firmą na zasadzie, że podpisuje dokumenty, wysyła do kancelarii, po czym martw się sam, bo on ma inne zajęcie.

Współpraca z agentem firmy jest bardzo ważna, usprawnia przepływ dokumentów i komunikację. Doświadczony agent, który obsłużył minimum kilkaset przypadków, może służyć radą nawet w drobnych kwestiach, które pomagają uzyskać wyższe odszkodowanie. Niezwykle ważna jest treść umowy, która nie zawiera klauzul abuzywnych (szerzej o tym w rozdziale „Klauzule niedozwolone w umowach z klientem i nie tylko”). Umowa przede wszystkim musi być prosta i co najważniejsze, dawać bezpieczeństwo osobie poszkodowanej—tak, by w przypadku nienależytego prowadzenia sprawy mogła łatwo zrezygnować z umowy, nie ponosząc kosztów.

Kolejna ważna rzecz: czy kancelaria poprowadzi również sprawę w sądzie? Wydaje mi się, że w chwili obecnej jest to standard, ale na to także należy zwrócić uwagę. Ważne jest również to, czy kancelaria ma zaplecze finansowe, czy w przypadku trudności finansowych wyłożą środki na wpis sądowy, na biegłych sądowych. Pozwala to unikać stresu związanego z pozyskiwaniem źródła finansowania sprawy. To, że kancelaria wykłada koszty za poszkodowanego, świadczy też o tym, że są pewni swoich sił w walce z towarzystwem ubezpieczeniowym. Następnie trzeba uwzględnić kwestię udziału kancelarii w sprawie karnej. Mamy wiele przypadków, gdzie są nie do końca jasne okoliczności zdarzenia. Na drodze postępowania przygotowawczego może zdarzyć się, że policjant coś przeoczy, nie uwzględni świadków, którzy mogliby być przesłuchani w sprawie, nieumiejętnie powiąże wątki sprawy. Dlatego dobra profesjonalna kancelaria również powinna zapewniać obsługę na etapie sprawy karnej, zanim nawet zaczniemy starania o odszkodowanie. Wybór zawsze jest ciężki, ale co równie ważne, jeżeli wszystkie powyższe kwestie są zapewnione, trzeba po prostu zaufać osobie, która nas do siebie przekonała. Warto zapytać o referencje, wziąć numery telefonu do obsłużonych klientów, po czym zapytać ich, jak się z daną osobą współpracowało.

Roszczenia o zadośćuczynienie ulegają przedawnieniu. Oznacza to, że z żądaniem o wypłatę stosownej kwoty można wystąpić w określonych ramach czasowych:

– Trzy lata od momentu, kiedy poszkodowany dowiedział się o szkodzie i osobie zobowiązanej do jej naprawienia, a szkoda powstała na skutek czynu niedozwolonego.

– 20 lat od dnia zdarzenia, w przypadku, gdy szkoda powstała na skutek zbrodni lub występku — w tych sytuacjach sprawca został pociągnięty do odpowiedzialności karnej (skazujący wyrok sądu, mandat karny itp.).

– Po upływie tych terminów dochodzenie roszczeń o zadośćuczynienie może okazać się bezzasadne.

Brakuje odpowiedzi na Twoje pytania? Napisz do nas!